ROP po polsku: pół roku ciszy i projekt, który niczego nie rozwiązuje

ROP po polsku

Po ponad pół roku od zakończenia konsultacji społecznych Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło projekt UC100, czyli przepisy o rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Na pogłębione analizy przyjdzie jeszcze czas, ale już dziś jedno widać wyraźnie – niewiele się zmieniło.

To rodzi bardzo proste pytanie: co właściwie działo się z tym projektem przez ostatnie miesiące? I czy było jakiekolwiek uzasadnienie dla trzymania go w legislacyjnej zamrażarce, skoro efekt końcowy praktycznie powiela wcześniejsze, szeroko krytykowane założenia?

A krytykować jest co!

Projekt w obecnej formie może być sprzeczny z unijną dyrektywą odpadową – szczególnie w zakresie liczenia kosztów netto. Jednocześnie w praktyce nacjonalizuje system gospodarki odpadami, marginalizując dotychczasowy model oparty na organizacjach odzysku. To de facto demontaż rozwiązań budowanych przez rynek przez ostatnie 25 lat.

Dobrym przykładem, dlaczego projekt nie spełnia celów środowiskowych, jest kwestia opakowań wielomateriałowych. Brak minimalnych poziomów ich selektywnej zbiórki rodzi pytanie: czy ustawodawca uznał, że tej frakcji… nie trzeba zbierać? To szczególnie niezrozumiałe. Zwłaszcza że na rynku istnieją już instalacje zdolne do ich przetwarzania. Problemem nie jest technologia – problemem jest brak surowca, który do tych instalacji trafi.

Centralizacja zamiast efektywności

Nowa wersja projektu nie zmienia fundamentalnego założenia: centralną rolę w systemie ma odgrywać NFOŚiGW. Mimo szerokiej krytyki utrzymano model parapodatkowo-redystrybucyjny, w którym kluczowe decyzje – o pieniądzach, inwestycjach i zasadach działania systemu – przeniesiono z rynku do administracji.

Zmiany? Głównie kosmetyczne. Przesunięto o rok likwidację organizacji odzysku, wprowadzono okres przejściowy z dodatkowymi opłatami, poprawiono kilka oczywistych błędów. Ale rdzeń systemu pozostał nienaruszony.

ROP jako pole walki, nie współpracy

Jeszcze kilka miesięcy temu zwolennicy ROP przekonywali, że system pozwoli realnie odciążyć mieszkańców i sfinansować koszty gospodarki odpadami. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że powstaje rozwiązanie drogie, skomplikowane i – co najważniejsze – nieefektywne. Zamiast dialogu między interesariuszami mamy projekt, który krytykuje większość uczestników rynku.

Zmarnowana szansa

ROP miał być fundamentem transformacji w kierunku gospodarki obiegu zamkniętego. Miał uporządkować system, zwiększyć poziomy recyklingu i wprowadzić realną odpowiedzialność producentów za odpady. Na razie wszystko wskazuje na to, że zamiast fundamentu dostaniemy konstrukcję, która nie tylko nie rozwiąże istniejących problemów, ale może je jeszcze pogłębić.

Publikacja projektu w RCL to dopiero początek. Przed nami burzliwy proces legislacyjny, a pierwsze pęknięcia widać już dziś – nawet wewnątrz rządzącej koalicji brakuje zgody co do kierunku tych zmian. I co najgorsze – wszystko to było do przewidzenia.