Rozwój energetyki wiatrowej nie musi oznaczać rezygnacji z ochrony ptaków. Kluczowe są dobre dane, właściwe planowanie i technologie pozwalające ograniczać ryzyko kolizji. Prof. dr hab. Piotr Tryjanowski, kierownik Katedry Zoologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, przekonuje, że w debacie o wpływie farm wiatrowych na przyrodę trzeba zmienić podstawowe pytanie. Zamiast koncentrować się wyłącznie na tym, „czy” wiatraki szkodzą ptakom, powinniśmy coraz częściej pytać „gdzie, jak bardzo i w jaki sposób ten wpływ ograniczyć”.
Zacznijmy od rzeczy, o której w dyskusji o farmach wiatrowych mówi się zdecydowanie zbyt rzadko: nie istnieje sposób pozyskiwania energii, który byłby wolny od kosztów środowiskowych. Każdy, naprawdę bez wyjątku, czymś obciąża przyrodę. Węgiel i gaz to emisje, zmiana klimatu i ślad wydobycia; energetyka jądrowa to odpady i pobór wody; hydroenergetyka fragmentuje rzeki i blokuje wędrówki ryb; fotowoltaika to zajęcie terenu i surowce; a energetyka wiatrowa – kolizje ptaków, przede wszystkim gatunków szponiastych i szybujących, jak i zagrożenie dla nietoperzy.
– Nie mamy do wyboru opcji «zerowej». Mamy do wyboru wyłącznie to, które koszty akceptujemy i, co najważniejsze, jak skutecznie je ograniczamy” – tłumaczy prof. Piotr Tryjanowski.
Według raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce 2026”, opracowanego przez TPA Poland/Baker Tilly TPA, PSEW oraz kancelarię DWF, moc lądowych farm wiatrowych przekroczyła 11 GW, co pozostaje znacząco poniżej potencjału wskazywanego przez branżę.
Nie „czy”, ale „gdzie i jak?”
Jak podkreśla prof. Tryjanowski, zamiast koncentrować się na samym sporze dotyczącym wpływu energetyki wiatrowej na ptaki, większą uwagę należy poświęcić sposobom ograniczania tego wpływu.
– Dziś uczciwe pytanie nie brzmi «czy farmy wiatrowe szkodzą ptakom?», bo w pewnych warunkach mogą szkodzić. Pytanie, które naprawdę ma sens, brzmi: gdzie, jak bardzo i w jaki sposób ten wpływ ograniczyć. To przesunięcie akcentu, od pytania «czy?» do pytania «jak?», dokonuje się dziś w światowej literaturze naukowej i jest oznaką dojrzewania debaty. Reprezentuję podejście, które zamiast narzekać, szuka rozwiązań – zauważa ekspert.
Lamentowanie nad tym, że transformacja energetyczna ma swoją cenę, nikomu nie pomaga, a już na pewno nie pomaga ptakom. Ptakom pomagają konkretne technologie, rzetelne dane i mądre planowanie. I właśnie tu, a nie w jałowym sporze o to, czy rozwijać OZE, powinniśmy koncentrować energię i środki.
Nauka daje nam dziś realne narzędzia. Całkiem niedawny przegląd ponad 200 opublikowanych prac pokazuje, że nie ma jednego uniwersalnego rozwiązania – skuteczność środków łagodzących zależy od gatunku, lokalizacji i technologii. To nie jest wygodny unik, lecz punkt wyjścia do lepszej polityki: ciężar decyzji przenosi się z etapu „czy budować” na „gdzie, jak i pod jakimi warunkami”.
Czy ptaki widzą pracujące turbiny?
Jednym z ciekawszych kierunków badań jest ekologia sensoryczna. Najnowsze badania eksperymentalne wykazały, że ponad połowa testowanych ptaków nie potrafiła odróżnić turbiny nieruchomej od wolno obracającej się. Oznacza to, że ptak może po prostu nie widzieć pracującego wirnika jako przeszkody w ruchu. Stąd pomysły na kontrastowe malowanie łopat – rozwiązanie tanie i pasywne, nawiązujące do norweskiej koncepcji „pomaluj to na czarno”.
– Studzę jednak nadmierny optymizm: dowodów terenowych wciąż jest mało, a to nie jest «srebrna kula». To rozwiązanie warte pilotażu, nie cudowny lek, a w Polsce dodatkowo ograniczony prawnie – zaznacza prof. Tryjanowski.
Mapy ryzyka zamiast liczenia ofiar po fakcie
Znacznie mocniej udokumentowano dwa inne kierunki. Pierwszy to mapy ryzyka tworzone jeszcze przed budową, gdzie na podstawie telemetrii GPS przewiduje się, gdzie ptak będzie latał na wysokości pracy wirników. Zamiast liczyć ofiary po fakcie, ryzyko można więc przewidywać przestrzennie i uwzględniać je już na etapie planowania inwestycji.
Drugi kierunek to wyłączenia na żądanie – czasowe zatrzymywanie pojedynczych turbin, gdy zbliża się wrażliwy ptak. Koszt energetyczny jest znikomy, rzędu setnych części procenta produkcji, a skuteczność dla najbardziej narażonych gatunków dobrze potwierdzona. Nie oznacza to jednak, że każde rozwiązanie można zastosować w identyczny sposób na każdej farmie.
Jak zauważa prof. Tryjanowski, skuteczność tego typu rozwiązań może być zróżnicowana i zależy od szeregu czynników, w tym lokalnych uwarunkowań przyrodniczych, zastosowanej technologii oraz charakterystyki konkretnej farmy wiatrowej.
– Z tego względu ich dobór powinien być poprzedzony analizą specyfiki danej inwestycji i dostosowany do rzeczywistych zagrożeń, zamiast opierać się na przyjętym standardzie dla wszystkich projektów – podkreśla ekspert.
Potrzebujemy dłuższych obserwacji
Prof. Tryjanowski zwraca jednocześnie uwagę, że w debacie nie można pomijać naukowych niepewności. Toczy się żywa debata dotycząca tego, czy modele populacyjne nie są zbyt pesymistyczne, czy ptaki przyzwyczajają się do obecności turbin, czy też obserwowane zmiany wynikają z innych przyczyn.
– Nie traktuję tego sporu jako gotowego usprawiedliwienia wzajemnych przepychanek na linii organizacje przyrodnicze kontra sektor OZE, a raczej sugeruję rzetelne analizy nowych prac badawczych, obejmujących długością trwania okres dłuższy niż 2-3 lata po oddaniu farmy wiatrowej do użytku. Straty związane z kolizjami ptaków i nietoperzy w późniejszych latach są znacząco mniejsze – mówi prof. Tryjanowski.
Ochrona ptaków i transformacja energetyczna
W jego ocenie rozwój energetyki wiatrowej i ochrona ptaków nie muszą być ze sobą sprzeczne. Warunkiem jest jednak odejście od uproszczonej debaty, w której każda inwestycja jest oceniana wyłącznie przez pryzmat tego, czy niesie ze sobą jakiekolwiek ryzyko dla przyrody. Kluczowe stają się technologia, planowanie i dostęp do wiarygodnych danych.
– Skuteczna ochrona ptaków nie powstanie przez blokowanie transformacji energetycznej. Powstanie dzięki technologii, dobremu planowaniu i rzetelnym danym. I to jest przesłanie, pod którym się podpisuję: przestańmy pytać wyłącznie «czy», a zacznijmy, mądrze i na podstawie dowodów, odpowiadać na pytanie «jak» – podsumowuje prof. Piotr Tryjanowski.

by

