Jednym z największych problemów Bałtyku jest nadmierna ilość spływających do niego substancji odżywczych, w tym fosforu i azotu, które odpowiadają za powstawanie stref ubogich w tlen lub całkowicie martwych. To właśnie Polska odpowiada za największy udział fosforu trafiającego do morza spośród wszystkich państw regionu. Jednocześnie eksperci podkreślają, że u nas znajduje się również największy potencjał do zmniejszenia ilość trafiających do morza zanieczyszczeń.
Nie jest to przypadek. Polska leży w zlewisku Morza Bałtyckiego. Przez nasze terytorium przepływają Wisła i Odra – są to dwie spośród 11 największych rzek uchodzących do Bałtyku. To właśnie nimi do morza trafia znaczna część wód wraz z zawartymi w nich związkami azotu i fosforu. Dlatego decyzje dotyczące gospodarki ściekowej, rolnictwa czy ochrony wód podejmowane w Polsce mają wpływ nie tylko na nasze rzeki i jeziora. Również na stan całego Morza Bałtyckiego.
Dlaczego właśnie Polska?
Skala wpływu Polski na kondycję Morza Bałtyckiego wynika nie tylko z wielkości kraju i jego zlewni. Jak pokazuje raport „Ścieki a Bałtyk i wody w Polsce. Systemowe ograniczenie niekontrolowanych zrzutów ścieków poza kanalizacją”, przygotowany przez Fundację Race For The Baltic we współpracy z Agencją Wspierania Ochrony Środowiska, spośród wszystkich państw regionu Morza Bałtyckiego Polska zajmuje najniższą pozycję pod względem standardów prowadzenia gospodarki ściekowej. Jednocześnie jest jednym z zaledwie pięciu państw Unii Europejskiej, które do 2020 roku nie osiągnęły zgodności z żadnym z wymogów wynikających z unijnej dyrektywy ściekowej (91/271/EWG). To pokazuje, że wyzwania związane z gospodarką ściekową w Polsce mają charakter systemowy.
To przekłada się również na skalę zanieczyszczeń trafiających do Bałtyku. Według danych HELCOM przywołanych w raporcie Polska, która jest jednym z dziewięciu państw leżących nad Morzem Bałtyckim, odpowiada za około 35 proc. całkowitego ładunku fosforu trafiającego do Bałtyku, a także za 50 proc. całkowitej ilości azotu i aż 72 proc. całkowitej ilości fosforu odprowadzanych do rzek na obszarze zlewiska Morza Bałtyckiego. To sprawia, że działania podejmowane w naszym kraju mają kluczowe znaczenie dla ograniczenia eutrofizacji i poprawy stanu całego morza.
Nieszczelne szamba kluczowe dla Bałtyku
Raport pokazuje również skalę wyzwań w samej gospodarce ściekowej. W 2024 roku z systemów indywidualnych – szamb i przydomowych oczyszczalni – korzystało ponad 10,1 mln Polaków (27,1 proc. populacji). W całym kraju było ich około 2,6 mln. Autorzy raportu szacują przy tym, że nawet 220–270 mln m³ nieczystości ciekłych rocznie może przedostawać się do środowiska bez wcześniejszego oczyszczenia. Odpowiada to ok. 82 proc. ilości, która powinna być zagospodarowana w systemach indywidualnych. Ograniczenie tych strat to jeden z najważniejszych kroków, jakie Polska może podjąć, aby zmniejszyć dopływ biogenów do Bałtyku.
– Polska ma szczególną rolę do odegrania. Ze względu na skalę naszego udziału w dopływie biogenów każda skuteczna redukcja osiągnięta tutaj daje efekt, który wykracza daleko poza granice naszego kraju. To duża odpowiedzialność, ale też ogromna możliwość zmiany. Jeśli chcemy realnie poprawić stan Bałtyku, musimy działać tam, gdzie powstaje największa część problemu – w gospodarce ściekowej, rolnictwie i sposobie zarządzania wodą na lądzie – mówi Marcin Kotlarek, prezes Fundacji Race For The Baltic.
Konsekwencje tych zaniedbań odczuwają nie tylko ekosystemy wodne. Jak wynika z danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA), przywołanych w raporcie, Polska od lat znajduje się na końcu unijnego zestawienia pod względem odsetka kąpielisk o doskonałej jakości wody. To pokazuje, że problem przekłada się również na codzienne doświadczenia mieszkańców i turystów.
Dlatego poprawa gospodarki ściekowej, skuteczniejsza kontrola systemów indywidualnych i ograniczenie strat biogenów z rolnictwa mogą przełożyć się nie tylko na stan polskich rzek i jezior, ale również na tempo odbudowy całego ekosystemu Morza Bałtyckiego.
Od pola i szamba aż do morza i sinic
Związki azotu i fosforu są naturalnie potrzebne ekosystemom. Problem zaczyna się wtedy, gdy trafia ich do wód zbyt dużo. Fosfor zawarty m.in. w ściekach czy nawozach przedostaje się do gleby, rowów melioracyjnych i cieków wodnych. Następnie do większych rzek, a wraz z nimi – do Bałtyku.
W morzu działa jak nawóz. Pobudza rozwój fitoplanktonu, w tym glonów i sinic. Gdy nadmiernie rozwinięta materia organiczna obumiera i opada na dno, jej rozkład zużywa tlen. W efekcie powstają obszary niedotlenione lub całkowicie pozbawione tlenu, w których wiele organizmów nie jest w stanie funkcjonować. Zjawisko to nazywamy eutrofizacją.
Dlatego źródeł eutrofizacji nie należy szukać na plaży. Zakwit sinic, który latem może doprowadzić do zamknięcia kąpieliska, jest widocznym końcem znacznie dłuższego procesu. Jego początek może znajdować się przy nieszczelnym zbiorniku bezodpływowym, w źle zarządzanym lokalnym systemie gospodarki ściekowej czy na polu uprawnym.
Bałtyk można jeszcze odbudować
Skala problemu jest duża, ale dane pokazują również, że działania przynoszą efekty. Według materiałów RFTB od lat 80. dopływ fosforu do Morza Bałtyckiego zmniejszył się o ponad 40 tys. ton. Aby osiągnąć poziom maksymalnego dopuszczalnego ładunku (ang. MAI) konieczna jest dalsza redukcja o około 5 tys. ton.
MAI (Maximum Allowable Inputs) określa maksymalny poziom dopływu substancji odżywczych, przy którym możliwe jest osiągnięcie dobrego stanu środowiskowego pod względem eutrofizacji. Osiągnięcie tego poziomu nie oznacza, że Bałtyk zmieni się z dnia na dzień. Oznacza jednak stworzenie warunków, w których presja powodowana przez nadmierny dopływ biogenów będzie na tyle ograniczona, by ekosystem mógł stopniowo się odbudowywać.
To zmienia sposób myślenia o kryzysie Bałtyku. Nie chodzi wyłącznie o diagnozowanie kolejnych problemów, ale o przyspieszenie działań, których skuteczność już widać.
– Najważniejsza wiadomość jest taka, że nie jest za późno. Przez ostatnie dekady udało się bardzo znacząco ograniczyć dopływ fosforu do Bałtyku. Wiemy, gdzie znajdują się główne źródła zanieczyszczeń i wiemy, jak je ograniczać. Teraz potrzebujemy konsekwencji i przyspieszenia działań – szczególnie w Polsce, bo to właśnie tutaj możemy osiągnąć największy efekt dla całego Bałtyku – podkreśla Marcin Kotlarek.


