Zaproponowany przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska mechanizm rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP), ponownie wywołuje gwałtowną debatę. Zdaniem przedstawicieli organizacji reprezentujących producentów – nowe przepisy zamiast usprawnić system mogą doprowadzić do jego paraliżu.
Największe emocje budzi sposób procedowania projektu po konsultacjach społecznych. Choć do pierwotnej wersji zgłoszono około 1600 uwag, do dziś nie opublikowano protokołu z konsultacji publicznych. Opublikowany w marcu nowy projekt ustawy pokazuje jedynie efekt uzgodnień międzyresortowych.
– Nie wiemy, jakie uwagi złożyła branża, nie wiemy, dlaczego ministerstwo ich nie uwzględniło albo które z nich i dlaczego zaakceptowało. To, co zostało opublikowane, pokazuje przede wszystkim rezultat uzgodnień międzyresortowych, a nie konsultacji społecznych – ocenia w podcaście ecoekonomia.pl Krzysztof Baczyński, prezes zarządu Związku EKO-PAK.
Sojusznicy stali się przeciwnikami
Według przedstawicieli branży odpadowej i producentów pierwotny układ sił wokół projektu wyraźnie się zmienił. Jeszcze rok temu Ministerstwo Klimatu i Środowiska mogło liczyć na poparcie praktycznie wszystkich organizacji samorządów i sektora komunalnego. Dziś przy projekcie resortu stoją już nieliczni.
– Ministerstwo Klimatu i Środowiska popełniło błąd strategiczny. Zignorowało postulaty swoich dotychczasowych sojuszników i w efekcie większość środowisk samorządowych oraz odpadowych zaczęła otwarcie protestować przeciwko projektowi – mówi prezes EKO-PAK.
Krytyczne stanowiska zaczynają pojawiać się także w innych resortach. Szczególnie mocny sprzeciw zgłasza Ministerstwo Rolnictwa, które – opierając się na analizach Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – wskazuje, że proponowany model może oznaczać bardzo wysokie koszty dla sektora rolno-spożywczego.
Strach zamiast sprawnego systemu
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów projektu jest mechanizm odpowiedzialności pracowników Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To właśnie NFOŚiGW miałby odpowiadać za dystrybucję środków pochodzących z opłaty opakowaniowej.
Zdaniem Baczyńskiego nowe przepisy mogą doprowadzić do sytuacji, w której urzędnicy będą bali się podejmować jakiekolwiek decyzje.
– Jeżeli pracownik NFOŚiGW zaakceptuje wniosek z nawet drobnym błędem formalnym, może zostać objęty postępowaniem dyscyplinarnym. W praktyce oznacza to, że bezpieczniej będzie wszystko odrzucać niż podejmować ryzyko. A najlepiej to schować się pod biurko lub uciec na L4 – podkreśla.
Konsekwencją może być całkowity paraliż systemu wypłat. Według przedstawicieli branży miliardy złotych z opłat producentów mogą zostać zablokowane w funduszu, ponieważ pracownicy będą unikać odpowiedzialności.
Finansowanie spalania zamiast recyklingu?
Kolejne kontrowersje budzi artykuł 208 projektu ustawy. Zgodnie z jego zapisami w latach 2028–2030 połowa środków z systemu ROP mogłaby trafiać do gmin nie tylko na pokrywanie kosztów odbioru i zagospodarowania odpadów przekazanych do recyklingu, ale poddanych innym formom zagospodarowania, w tym spalaniu.
Zdaniem krytyków jest to sprzeczne zarówno z logiką systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta, jak i z prawem unijnym.
– Artykuł 208 daje możliwość finansowania spalania albo składowania odpadów z pieniędzy producentów. Tymczasem unijne przepisy jasno mówią o pokrywaniu kosztów selektywnej zbiórki w celu recyklingu – podkreśla prezes Eko-Pak.
Branża alarmuje, że takie rozwiązanie może osłabić motywację do zwiększania poziomów recyklingu i utrwalić obecne problemy systemu gospodarki odpadami.
Czy mieszkańcy rzeczywiście zapłacą mniej?
Jednym z głównych argumentów zwolenników ROP jest możliwość obniżenia opłat za wywóz odpadów dla mieszkańców. Jednak, zdaniem Baczyńskiego, korzyści dla obywateli będą symboliczne.
Według wyliczeń przedstawionych w projekcie samorządy mogłyby uwzględnić w stawkach dla mieszkańców około 50 groszy miesięcznie na osobę.
– Jeżeli dziś mieszkaniec płaci 47 zł miesięcznie za odpady, to obniżkę o 50 groszy trudno nazwać realną ulgą. Dla czteroosobowej rodziny to około 2 zł miesięcznie – mówi Baczyński.
Eksperci branży wskazują dodatkowo na ryzyko podwójnego finansowania tych samych kosztów. Firmy odbierające odpady mogłyby otrzymywać wynagrodzenie zarówno z opłat mieszkańców, jak i ze środków ROP.
– Mieszkaniec zapłaci dwa razy za to samo – raz w opłacie śmieciowej, drugi raz w cenie produktów – ostrzega prezes EKO-PAK.
Potrzebna całkowita zmiana filozofii
Przedstawiciele producentów podkreślają, że nie sprzeciwiają się samej idei rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Wręcz przeciwnie – branża od lat deklaruje gotowość finansowania systemu gospodarowania odpadami.
– My chcemy rzetelnie płacić i pokrywać koszty zagospodarowania odpadów po naszych produktach. Ale pod warunkiem, że system będzie zgodny z prawem europejskim, zwiększy poziomy recyklingu i nie pogorszy sytuacji strategicznych branż gospodarki – zaznacza Baczyński.
Jego zdaniem obecny projekt wymaga jednak nie kosmetycznych poprawek, lecz całkowitej przebudowy.
– Nie mówimy o drobnych korektach. Mówimy o zmianie całej filozofii systemu. To wymaga decyzji politycznej – podsumowuje.
Przyszłość projektu UC100 pozostaje niepewna. Coraz silniejszy opór branży, samorządów i części resortów pokazuje jednak, że droga do wdrożenia systemu ROP może okazać się znacznie trudniejsza, niż zakładano jeszcze rok temu.


