System kaucyjny, rozszerzona odpowiedzialność producenta, unijne rozporządzenie PPWR i rosnące koszty działalności nakładają się na siebie. Dla branży napojowej oznacza to konieczność dostosowania się do kolejnych wymogów. Szczególnie trudna sytuacja może dotyczyć małych i regionalnych producentów. – Wyzwań generalnie jest kilka, a największym problemem jest ich kumulacja w jednym czasie – mówi Dariusz Lizak Prezes Zarządu Krajowej Izby Gospodarczej „Przemysł Rozlewniczy” rozmowie z ecoekonomia.pl W wywiadzie także o zmianach na rynku opakowań, przyszłości systemów zbiórki butelek wielorazowych, pomyśle wprowadzenia standardowej butelki, reformie ROP oraz bezpieczeństwie wodnym.
Jakie są dziś największe wyzwania dla branży napojowej?
Wyzwań jest kilka, ale największym problemem jest ich kumulacja w jednym czasie. Możemy oczywiście ustalić hierarchię: co jest dziś najważniejsze, co mniej istotne, a jakie problemy pojawią się za chwilę. Jednak jeszcze przez wiele miesięcy największym wyzwaniem pozostanie system kaucyjny.
System dopiero się rozwija. Producenci napojów mają więc obawy dotyczące jego dalszego funkcjonowania, przede wszystkim kosztów. Koszt netto systemu ponoszą wprowadzający, czyli producenci napojów. W uproszczeniu jest to różnica między kosztami funkcjonowania systemu a przychodami, którą muszą pokryć wprowadzający.|
Pojawia się więc pytanie, czy polska konstrukcja systemu kaucyjnego, oparta na wielu operatorach, będzie sprzyjała efektywności kosztowej. Obawiamy się, że brak dodatkowych regulacji może prowadzić do wzrostu kosztów w obecnej sytuacji. Porównujemy polskie rozwiązania z systemami kaucyjnymi funkcjonującymi w innych krajach Unii Europejskiej i właśnie pod tym kątem analizujemy ich efektywność.
Czy problemem jest również to, że część producentów nie przystąpiła jeszcze do systemu?
Tak, i nie wynika to z niechęci przystąpienia do systemu, ale ze specyfiki dystrybucji wody i napojów. Część produktów trafia bezpośrednio do zakładów pracy, instytucji czy innych odbiorców, którzy nie byli przygotowani na system kaucyjny.
W Izbie mamy przedsiębiorstwa, przede wszystkim mikro i małe firmy, które prowadzą sprzedaż właśnie w taki sposób. Zdarza się, że 100 proc. ich sprzedaży trafia bezpośrednio do zakładów pracy czy instytucji. Część takich firm jeszcze nie przystąpiła do systemu.
Ostatecznie będą musiały to zrobić, ponieważ brak uczestnictwa wiąże się z wyższymi obciążeniami finansowymi. Dotyczy to głównie opłat związanych z selektywną zbiórką.
Wracając jednak do głównego problemu, nasze obawy dotyczą przede wszystkim efektywności systemu. Chodzi o to, czy przy takiej konstrukcji uda się rzeczywiście zoptymalizować jego koszty.
Czy system kaucyjny wpłynął już na strukturę rynku? Widać odejście od plastiku na rzecz szkła albo odwrotnie? Zmieniają się formaty opakowań?
Tak, widać pewne zmiany. Jedne są bardziej istotne, inne mniej. W przestrzeni publicznej pojawiły się natomiast informacje, że system kaucyjny doprowadził do wzrostu liczby opakowań PET. To nie jest prawda. Widzimy spadki sprzedaży małych formatów, przede wszystkim butelek PET o pojemności 0,5 litra. Jednocześnie rośnie sprzedaż formatu jednolitrowego. Można przypuszczać, że część konsumentów przechodzi z butelki półlitrowej na litrową. Są też względy funkcjonalne.
Co istotne, ogólna masa opakowań PET pozostaje mniej więcej na podobnym poziomie. Zmienia się przede wszystkim struktura formatów. Butelka 1,5-litrowa również utrzymuje się na rynku, choć sytuacja zależy od kategorii. Ten format lepiej radzi sobie w przypadku wody, a słabiej w segmencie napojów. W wodzie widać natomiast rozwój formatu pięciolitrowego, który nie jest objęty systemem kaucyjnym.
Pod koniec ubiegłego roku walczyliście o utrzymanie producenckich systemów zbiórki. Ostatecznie możliwość ich funkcjonowania zapisano do 31 grudnia 2028 roku. Jak oceniacie tę perspektywę? Czy po 2028 roku system kaucyjny będzie gotowy do obsługi tych opakowań? Czy Izba będzie postulowała utrzymanie obecnych modeli zbiórki?
Nasze działania doprowadziły do tego, że w ustawie znalazła się data 31 grudnia 2028 roku. Był to jednak pewien kompromis. Od początku postulowaliśmy, żeby możliwość funkcjonowania producentów w ich własnych systemach producenckich pozostawić bezterminowo. Producent powinien mieć wybór: może funkcjonować w swoim systemie albo korzystać z systemu kaucyjnego.
Co ciekawe, tę koncepcję poparli również operatorzy systemu kaucyjnego. Wiedzieli, że trudno będzie przygotować równie efektywne kosztowo systemy zwrotu opakowań wielorazowych, jak te, które funkcjonują dziś u producentów. W Polsce systemy producenckie są bardzo efektywne. Analizowaliśmy ich wskaźniki ekonomiczne i na tle innych krajów europejskich wypadają one bardzo dobrze. Dlatego uważamy, że data 31 grudnia 2028 roku nie powinna być datą graniczną.
Już dziś zwracamy się do Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz parlamentarzystów z różnych komisji Sejmu i Senatu o podjęcie działań w tej sprawie. Chcemy, aby producent miał możliwość wyboru: albo buduje i prowadzi własny system, albo korzysta z operatora systemu kaucyjnego.
Dlaczego producenci tak mocno bronią swoich systemów?
Żaden operator systemu kaucyjnego nie stworzył do tej pory systemu zbiórki i zwrotu opakowań wielorazowych na taką skalę jak producenci. To pokazuje, że nie jest to proste zadanie. To dziesiątki lat doświadczenia, które nie można zaprzepaścić. Producent ma od lat poukładane relacje z dystrybutorami, hurtowniami, zakładami pracy i innymi odbiorcami. Cały system jest ze sobą powiązany. Bardzo ważna jest również jakość opakowania. W przypadku produktów spożywczych ma ona podstawowe znaczenie pod względem bezpieczeństwa żywnościowego. Liczy się także długość życia butelki i cały cykl jej wykorzystania.
Często pojawia się jednak argument, że rozwiązaniem byłaby jedna wspólna butelka – jedna dla wody, jedna dla piwa, jedna dla oranżady. Dzięki temu logistyka byłaby prostsza i tańsza. Czy rzeczywiście?
To jest w dużej mierze fikcja. To tak, jakbyśmy powiedzieli bez żadnego przygotowania i refleksji zróbmy tak aby wiele rzeczy w naszym życiu było takie same i zobaczmy, czy będzie to działało. Standardowa butelka oczywiście może funkcjonować. Nie oznacza to jednak, że będzie dobrym rozwiązaniem dla całego rynku.
W Polsce przez dziesięciolecia funkcjonowały butelki standardowe. Mamy doświadczenia z takim systemem i wiemy, jakie problemy się pojawiały. Systemy te ewaluowały w kierunku butelek dedykowanych z uwagi właśnie na osiąganie zdecydowanie lepszych wskaźników ekonomicznych i środowiskowych oraz bezpieczeństwa żywnościowego.
Doświadczenie wskazywało, że jeżeli kilku producentów korzysta z tego samego rodzaju butelki, zaczyna się walka o jej dostępność. Każdy chce, żeby jego opakowanie jak najszybciej wróciło do obiegu i zaczyna się nierówna walka o zasoby.
Jeżeli natomiast mamy butelkę określoną dla konkretnego producenta i odpowiedni transporter przeznaczony do jej przewożenia, wszystkie strony dbają o konkretne opakowanie. Dlatego butelka standardowa nie musi zapewnić takiej jakości obrotu i zwrotu, jak opakowanie wyspecyfikowane przez producenta.
Wygląda na to, macie jeszcze jeden postulat do systemu kaucyjnego tzw. organizację parasolową?
Tak. Nasze obawy dotyczą nie tylko wzrostu kosztów samego systemu, ale również tego, jak te koszty ostatecznie przełożą się na producentów napojów i konsumentów. Dlatego Krajowa Izba Gospodarcza „Przemysł Rozlewniczy” od kwietnia proponuje wszystkim stronom stworzenie organizacji parasolowej. Jej zadaniem byłoby koordynowanie systemu, nadzór, certyfikacja, wspieranie kontroli oraz budowanie jego efektywności.
Mamy system wielu operatorów, dlatego potrzebujemy mechanizmu, który pozwoli koordynować działania różnych uczestników.
Pracujemy nad tą koncepcją i przedstawiliśmy ją również poza Izbą. Chcemy, żeby w organizacji parasolowej reprezentowane były wszystkie strony: wprowadzający, operatorzy, handel, a także Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Prowadzimy na ten temat szeroki dialog z Ministerstwem.
Mówiłeś o problemie efektywności kosztowej systemu kaucyjnego. Tymczasem przed branżą jest również reforma ROP. Co obecny kierunek zmian może oznaczać dla producentów napojów?
Postrzegamy tę propozycję jako próbę przejęcia przez państwo całego procesu zbiórki odpadów i odpowiedzialności za odpady opakowaniowe. Jednym z elementów jest tutaj Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska. Nie zgadzamy się z takim rozwiązaniem. Nie unikamy odpowiedzialności producentów. Zdajemy sobie sprawę, że ją ponosimy. Wynika to zarówno z prawa europejskiego, jak i polskich przepisów.
Pytanie dotyczy tego, w jaki sposób ta odpowiedzialność ma być realizowana i kto powinien zarządzać systemem. Przez wiele lat tworzono organizacje odzysku opakowań właśnie po to, aby producenci mogli realizować swoje obowiązki. Uważamy, że mają one kompetencje, aby stworzyć organizację non profit, w której reprezentowane byłyby wszystkie zainteresowane strony.
Jeżeli chcemy, żeby system był racjonalny i efektywny, musimy również poważnie traktować ekomodulację. Jej sens polega na tym, że producent powinien ponosić koszty odpowiadające rodzajowi i właściwościom opakowania pod względem procesu selektywnej zbiórki, sortowania i recyklingu, które wprowadza na rynek. To powinno być podstawą zaangażowania całego systemu. Ministerstwo Klimatu i Środowiska niestety nie zaangażowało w przygotowanie projektu ustawy UC100 najważniejszych podmiotów na które ustawa oddziałuje. To projekt słaby merytorycznie, środowiskowo i efektywnościowo. Nie chcemy natomiast finansować instytucji, co do której nie mamy pewności, czy ma odpowiednie kompetencje i czy będzie w stanie efektywnie zarządzać środkami.
W przypadku opakowań napojowych możliwości zmian konstrukcyjnych są stosunkowo ograniczone. Co więc oznacza dla branży PPWR?
System kaucyjny obejmuje określone opakowania napojowe, więc w tym zakresie mamy już określone wymagania. PPWR wprowadza jednak szereg kolejnych obowiązków.Mamy poziomy selektywnej zbiórki, wymagania dotyczące udziału materiału z recyklingu, a także wymagania jakościowe. Od 12 sierpnia obowiązują również nowe wymagania dotyczące ograniczeń substancji takich jak PFAS, w opakowaniach przeznaczonych do kontaktu z żywnością. Są też określone limity dotyczące metali ciężkich. Branża będzie musiała się do tych wymagań dostosować. PPWR to również niejasne przepisy w kontekście udziały materiałów z recyklingu, opakowań zbiorczych do napojów, poziomów rotacji opakowań wielokrotnego użytku i cyklu ich życia, udziału opakowań wielokrotnego użytku w sprzedaży napojów w ogóle, ponownego użycia opakowań transportowych czy minimalizacji opakowań.
ROP obejmuje natomiast pozostałe opakowania, które wprowadzamy na rynek. Opakowania napojowe są w dużej mierze objęte systemem kaucyjnym, ale pozostają między innymi stretch, folie termokurczliwe, kartony i inne materiały wykorzystywane w dystrybucji. Chcemy za nie płacić rzeczywisty koszt zagospodarowania. Nie chcemy natomiast finansować instytucji, co do której nie mamy pewności, czy ma odpowiednie kompetencje i czy będzie w stanie efektywnie zarządzać systemem którego nie definiuje ustawa o ROP.
Od pewnego czasu Izba dużo mówi również o bezpieczeństwie wodnym. To temat wykraczający poza same opakowania. Skąd takie zainteresowanie?
Woda pitna jest jednym z podstawowych zasobów niezbędnych do funkcjonowania społeczności lokalnych w sytuacjach kryzysowych. W przypadku awarii infrastruktury wodociągowej, skażenia ujęć wody, powodzi, suszy czy długotrwałych przerw w dostawach energii elektrycznej to właśnie samorządy odpowiadają za zapewnienie mieszkańcom dostępu do bezpiecznej wody. Doświadczenia ostatnich lat, w tym powodzi z 2024 r., pokazały, że woda butelkowana jest jednym z pierwszych produktów kierowanych do mieszkańców przez samorządy, służby ratunkowe oraz administrację publiczną. Przemysł rozlewniczy stanowi istotny element lokalnej odporności kryzysowej. Zakłady funkcjonujące w różnych częściach kraju umożliwiają szybkie dostarczanie wody do miejsc dotkniętych sytuacjami nadzwyczajnymi.
Wody butelkowane to produkty spożywcze przeznaczone do bezpośredniej konsumpcji. Pod względem mikrobiologicznym oraz chemicznym podlegają bardzo restrykcyjnym regulacjom. Woda w butelce musi być wodą naturalnego pochodzenia, czerpaną ze źródeł podziemnych i pierwotnie czystą. Oznacza to, że nie wymaga i nie może podlegać uzdatnianiu, które zmieniałoby jej naturalne właściwości fizykochemiczne czy mikrobiologiczne. Ich skład chemiczny jest stały, stabilny i znany, a źródło pochodzenia zawsze wskazane na etykiecie.
Branża chce współpracować z wodociągami?
Wychodziliśmy z apelem do organizacji zrzeszającej polskie wodociągi, abyśmy mogli szerzej współpracować. Na poziomie lokalnym taka współpraca już funkcjonuje. Producenci reagują na potrzeby instytucji i wodociągów, dostarczając wodę tam, gdzie jest ona potrzebna. Rozmawiamy również z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji. Staramy się dotrzeć do Ministerstwa Obrony Narodowej. Organizujemy w Senacie i Sejmie dyskusje oraz konferencje poświęcone bezpieczeństwu wodnemu państwa. Nie chodzi wyłącznie o interes branży. Potrzebne jest szersze spojrzenie na bezpieczeństwo cywilne państwa.
Jest jeszcze jeden element tej dyskusji – cena wody.
Woda w Polsce charakteryzuje się wysoką wrażliwością cenową popytu. Wzrost ceny prowadzi do spadku popytu. Jednocześnie VAT na wodę butelkowaną wynosi 23 proc. i jest wyższy niż w wielu innych krajach Unii Europejskiej. W części państw stawka podatku na wodę butelkowaną jest zbliżona lub taka sama do stawki stosowanej dla wody wodociągowej. Dlatego postulujemy obniżenie VAT na wodę butelkowaną z 23 do 8 proc. Chodzi o możliwość zwiększenia dostępności wody i podkreślenia jej znaczenia prozdrowotnego a także roli w budowaniu bezpieczeństwa cywilnego państwa.
Susza staje się w Polsce problemem strukturalnym. Czy oznacza to również zagrożenie dla zasobów wód wykorzystywanych przez producentów wody butelkowanej?
W dłuższej perspektywie, jeżeli mówimy o zmianach hydrogeologicznych w Polsce, pewne ryzyko oczywiście istnieje. Żeby jednak odpowiedzieć na to pytanie, trzeba sięgnąć do szczegółowych badań. Dobrze byłoby, gdyby ktoś kompleksowo przeanalizował tę kwestię.
Wykorzystywane przez nas wody pochodzą ze źródeł głębinowych, więc wpływ zmian powierzchniowych nie jest bezpośredni. Obecnie nie słyszę od naszych członków o problemach z dostępnością tych zasobów. Dbałość o ujęcia i studnie jest istotnym elementem naszej pracy. Monitorowana jest między innymi wydajność ujęć, prowadzone są badania jakości wody i wykonywane wszystkie wymagane prawem analizy. Na ten moment sytuacja jest dobra. Nie oznacza to jednak, że możemy przestać ją monitorować. Trzeba trzymać rękę na pulsie.
KIG „Przemysł Rozlewniczy” zrzesza wielu producentów, w tym firmy regionalne. W jakiej są kondycji?
To zależy od konkretnego przedsiębiorstwa. Każda firma działa na własny rachunek i konkuruje na otwartym rynku. Jesteśmy jednak w okresie, w którym bardzo szybko przybywa kosztów pochodzenia legislacyjnego związanego z gospodarką cyrkularną. Kumulują się takie kwestie jak: system kaucyjny, ROP, PPWR czy NIS2. Szczególne obawy dotyczą mikro i małych przedsiębiorstw, ponieważ nie mają one takich możliwości absorpcji kosztów jak duże firmy.
Duże przedsiębiorstwo ma większą zdolność modyfikacji kosztów i procesów czy znaleźć oszczędności. W mikro i małej firmie jest to znacznie trudniejsze. Oczywiście przedsiębiorcy robią wszystko, żeby ograniczać koszty. Jednak skala oddziaływania zmian legislacyjnych na małe firmy jest szczególnie duża. Dlatego trzeba zwracać na nie szczególną uwagę. To również lokalny rynek, miejsca pracy i podatki. Jeżeli firma działa w konkretnej miejscowości, zatrudnia ludzi, a jej pracownicy wydają pieniądze lokalnie, działalność tego przedsiębiorstwa wpływa na całą gospodarkę regionu.
Jak polski rynek wygląda na tle Europy? Czy w perspektywie kilkunastu lat czeka nas jego dalsza koncentracja?
Polska jest bardzo dużym rynkiem konsumenckim, również, jeśli chodzi o napoje. Jeżeli dobrze pamiętam, wartość rynku napojów to około 6,6 mld euro. To piąty rynek w Europie, więc jesteśmy znaczącym graczem.
Polski system kaucyjny jest również jednym z największych w Europie. Hiszpania dopiero zaczyna budowę swojego systemu. Będzie on prawdopodobnie większy, ale Hiszpanie są dopiero na początku tej drogi.
Jeżeli chodzi o spożycie wody, napojów czy soków, mamy wysoką konsumpcję w przeliczeniu na mieszkańca. W przypadku wody trochę jeszcze brakuje nam do największych rynków, ale jej spożycie przez lata rosło. Zatrzymało się natomiast spożycie napojów gazowanych, a przez ostatnie pięć lat spadało spożycie soków. Na szczęście w tym roku trend ten wyhamował. Obecnie mówimy o spadku na poziomie około 3 proc., podczas gdy wcześniej wynosił on 6-9 proc. To znacząca różnica. Pod względem spożycia soków per capita Polska pozostaje jednym z najważniejszych rynków w Europie.
Przynajmniej produkujemy te soki.
Tak, oczywiście. Produkujemy soki i owoce. To bardzo ważny rynek dla Polski i Unii Europejskiej. Uważam, że w tym obszarze mamy jeszcze sporo możliwości, ale ten temat pozostawiamy sobie na inna okazję.

by
