Polska energetyka wiatrowa znalazła się w zupełnie innym miejscu niż jeszcze kilka lat temu. Morska energetyka wiatrowa weszła w fazę realizacji, pierwsze projekty na Bałtyku są budowane, rozwija się infrastruktura portowa i łańcuch dostaw. Dziś trudno znaleźć poważnych uczestników rynku, którzy kwestionowaliby sam kierunek rozwoju offshore. Znaki zapytania pojawiają się jednak w odniesieniu do wiatraków na lądzie. Obawy branży budzi przede wszystkim niedostateczne tempo rozwoju nowych mocy onshore, które może wpłynąć na bezpieczeństwo energetyczne Polski.
Onshore pozostaje najtańszą technologią produkcji energii elektrycznej i jednocześnie sektorem, który może w największym stopniu wpłynąć na konkurencyjność polskiej gospodarki. Według raportu PSEW „Polska Strategia Rozwoju Przemysłu Lądowych Farm Wiatrowych 2026” wartość rynku lądowej energetyki wiatrowej w Polsce do 2040 roku może sięgnąć 214 mld zł. Potencjał ten będzie jednak możliwy do wykorzystania tylko wtedy, gdy branży uda się pokonać bariery, które dziś coraz rzadziej mają związek z odległością turbin od zabudowań.
Już nie 500 metrów
Przez lata debata wokół energetyki wiatrowej sprowadzała się do zasady 10H, a później do dyskusji o minimalnej odległości 500 metrów. Dziś przedstawiciele branży coraz częściej podkreślają, że nie jest to już najważniejszy problem.
– Oczywiście są projekty, które mogłyby skorzystać na 500 metrach, zwłaszcza te bardziej zaawansowane, rozwijane jeszcze przed zmianami przepisów. Jeżeli zależy nam na szybkim uruchomieniu części inwestycji, to takie przypadki można wskazać. Ale przy nowoczesnych turbinach i tak bardzo często mówimy o odległościach rzędu 600–700 metrów wynikających z decyzji środowiskowych i rzeczywistego oddziaływania inwestycji – mówi Piotr Czopek, wiceprezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.
Jak podkreśla, branża od lat stoi na stanowisku, że kluczowe znaczenie powinny mieć indywidualne oceny środowiskowe.
– Zawsze mówiliśmy, że najważniejsze są przepisy środowiskowe i realna ocena oddziaływania konkretnego projektu. Jeżeli inwestycja przechodzi wszystkie procedury i uzyskuje decyzję środowiskową, to oznacza, że została zweryfikowana pod kątem wpływu na ludzi i otoczenie. To jedne z najbardziej restrykcyjnych regulacji na świecie – podkreśla.
Zdaniem branży prawdziwe wyzwania znajdują się dziś gdzie indziej.
Permitting – największy hamulec rozwoju
Choć w ostatnich latach wiele mówiło się o zmianach legislacyjnych, przedstawiciele sektora coraz częściej wskazują, że problemem nie są same przepisy, ale sposób ich stosowania.
– Mam wrażenie, że największym problemem jest dziś silosowość administracji. Każdy patrzy wyłącznie przez pryzmat własnych kompetencji. Specjaliści od ptaków skupiają się na ptakach, eksperci od nietoperzy na nietoperzach, inni na kolejnych elementach środowiska. Natomiast bardzo rzadko ktoś patrzy na cały obraz i zastanawia się, jakie korzyści dla środowiska przynosi zastępowanie paliw kopalnych energią odnawialną – mówi Czopek.
Efektem jest proces inwestycyjny, który w Polsce trwa wielokrotnie dłużej niż w wielu krajach europejskich.
– W Niemczech cały proces przygotowania inwestycji trwa około roku. W Polsce siedem, osiem, a czasem nawet dziesięć lat. Mamy europejskie przepisy, mamy dyrektywę RED i RED III, które miały ten proces przyspieszyć. W wielu krajach to działa. U nas problemem nie są już przepisy, ale ich praktyczne stosowanie – ocenia wiceprezes PSEW
To właśnie przewlekłość procedur coraz częściej wymieniana jest przez branżę jako jedna z głównych przyczyn wolniejszego rozwoju nowych projektów.
MON stał się jednym z kluczowych uczestników rynku
Drugim obszarem, który w ostatnich latach zyskał ogromne znaczenie, są ograniczenia związane z obronnością państwa. Rozbudowa infrastruktury wojskowej, strefy radarowe czy ograniczenia dotyczące przestrzeni powietrznej wpływają na możliwości lokalizacji nowych farm.
– To jest dziś jedna z najważniejszych barier. Od około dwóch lat prowadzimy dialog z Ministerstwem Obrony Narodowej na różnych szczeblach. Organizowaliśmy warsztaty, tłumaczyliśmy czym jest współczesna energetyka wiatrowa, jak wygląda i jakie może przynosić korzyści. Wydaje się, że powoli dochodzimy do porozumienia. Mam wrażenie, że wiele problemów wynika po prostu z niewiedzy. Jeżeli przedstawia się rzetelne informacje i pokazuje rzeczywisty wpływ inwestycji, to podejście zaczyna się zmieniać. Dotyczy to nie tylko wojska, ale szerzej administracji publicznej – mówi Piotr Czopek
Problemem nie są mieszkańcy
W debacie publicznej często można spotkać się z opinią, że główną przeszkodą dla nowych inwestycji jest opór społeczny. Doświadczenia branży pokazują jednak bardziej złożony obraz.
– Bardzo rzadko spotykamy sytuację, w której wójt czy burmistrz od razu mówi, że nie chce farmy wiatrowej. Najczęściej samorządy są otwarte na rozmowę. Oczywiście później pojawiają się różne głosy mieszkańców, ale to naturalny element procesu inwestycyjnego – tłumaczy Piotr Czopek.
Jego zdaniem akceptacja społeczna pozostaje wyzwaniem, ale mniejszym niż bariery administracyjne.
– Z ludźmi da się rozmawiać. Najczęściej obawy wynikają z informacji, które przez lata funkcjonowały w przestrzeni publicznej. Jeżeli inwestor prowadzi otwartą komunikację i potrafi odpowiedzieć na pytania mieszkańców, zwykle udaje się znaleźć porozumienie. Tam, gdzie opór jest bardzo duży, nikt rozsądny nie będzie próbował realizować projektu na siłę – podkreśla.
Repowering czeka na swój moment
Jednym z tematów coraz częściej pojawiających się w branżowych dyskusjach jest repowering, czyli zastępowanie starszych turbin nowoczesnymi urządzeniami o większej mocy i wyższej efektywności. Na razie skala takich projektów w Polsce pozostaje ograniczona. Właściciele istniejących farm często stają przed wyborem między wymianą turbin a wydłużeniem okresu eksploatacji istniejących instalacji.
– To jest dziś bardzo indywidualna decyzja biznesowa. W wielu przypadkach inwestorzy analizują, czy bardziej opłaca się repowering, czy jeszcze wydłużenie życia istniejących instalacji. Ale wydaje mi się, że pod względem społecznym repowering powinien być łatwiejszy. Mamy farmy, które funkcjonują od wielu lat, mieszkańcy są do nich przyzwyczajeni i widzą korzyści dla lokalnych budżetów – mówi Piotr Czopek
Więcej wiatru oznacza więcej magazynów
Rosnąca liczba instalacji odnawialnych źródeł energii stawia przed systemem elektroenergetycznym nowe wyzwania. Coraz częściej pojawia się problem czasowych wyłączeń źródeł energii, gdy produkcja przewyższa możliwości odbioru energii przez sieć.
Najbardziej odczuwa to dziś fotowoltaika, ale wraz z rozwojem rynku coraz częściej będzie dotyczyć to również energetyki wiatrowej.
– Dzisiaj problem najmocniej dotyka fotowoltaikę, ale wraz ze wzrostem liczby projektów będzie miał coraz większe znaczenie także dla energetyki wiatrowej. Dlatego potrzebujemy magazynów energii. To one pozwolą ograniczyć skalę wyłączeń, a jednocześnie pomogą stabilizować ceny energii – ocenia Czopek.
Jego zdaniem rozwój magazynów oraz projektów hybrydowych łączących różne technologie stanie się jednym z najważniejszych trendów kolejnych lat.
– Im bardziej uda się spłaszczyć ceny energii w ciągu doby, tym lepiej dla przemysłu i całej gospodarki. Tania energia jest jednym z podstawowych warunków konkurencyjności – podkreśla wiceprezes PSEW
UC84 ma odblokować sieci
Duże nadzieje branża wiąże również z projektowanymi zmianami dotyczącymi warunków przyłączenia do sieci. Nowe regulacje mają ograniczyć zjawisko blokowania mocy przyłączeniowych przez projekty, które istnieją wyłącznie na papierze.
– Już dziś docierają do nas sygnały, że część inwestorów rezygnuje z utrzymywania projektów, które nie mają realnych perspektyw realizacji. Spodziewamy się, że ten proces będzie postępował. Dzięki temu część mocy przyłączeniowych może wrócić na rynek i zostać wykorzystana przez projekty, które rzeczywiście mają szansę powstać – mówi Czopek
Energetyka wiatrowa staje się projektem gospodarczym
Wszystkie te wyzwania wykraczają dziś daleko poza sam sektor energetyczny. Według raportu PSEW wartość rynku lądowej energetyki wiatrowej do 2040 roku może wynieść około 214 mld zł, z czego nawet ponad 100 mld zł mogłoby trafić do krajowych przedsiębiorstw uczestniczących w łańcuchu dostaw.
To oznacza, że energetyka wiatrowa przestaje być wyłącznie elementem transformacji energetycznej. Coraz bardziej staje się częścią polityki przemysłowej i gospodarczej państwa.
– Chcemy, żeby energetyka odnawialna prowadziła do niższych cen energii. Jeżeli energia będzie tańsza, skorzysta na tym przemysł, gospodarka i konkurencyjność Polski. Dlatego rozwój energetyki wiatrowej to dziś znacznie więcej niż tylko kwestia produkcji energii – podsumowuje Piotr Czopek

by

