Wraz z nadejściem wiosny i temperaturami przekraczającymi 7°C miliony kierowców ruszają do warsztatów, by wymienić opony na letnie. Ten sezonowy rytuał ma jednak swoją mniej widoczną, kosztowną stronę. Dla wielu gmin i nadleśnictw to początek kolejnej fali nielegalnego porzucania zużytego ogumienia.
Z danych Polskiego Stowarzyszenia Recyklerów Opon (PSRO), zebranych wśród 100 gmin i nadleśnictw, wynika, że w ciągu ostatnich lat z terenów publicznych usunięto ponad 1000 ton porzuconych opon. Tylko w okresie 2024–2025 było to kolejne 840 ton – czyli tyle, ile odpowiada ogumieniu z około 20 tys. samochodów.
Wiosenne porządki… w lasach
Sezonowa wymiana opon generuje co roku ogromny strumień odpadów. Część z nich – szczególnie opony starsze, które po 6–8 latach tracą swoje właściwości – powinna trafić do recyklingu. W praktyce jednak znacząca ich część znika z systemu. Efekt? Opony trafiają do lasów, na nieużytki i dzikie wysypiska. Problem nasila się właśnie wiosną, kiedy rośnie liczba wymian i jednocześnie łatwiej „pozbyć się” odpadów poza oficjalnym obiegiem. Skala zjawiska najlepiej widoczna jest lokalnie. W ostatnich latach rekordowe ilości porzuconych opon odnotowano m.in. w Szczecinku (ponad 425 ton), Poznaniu (ponad 161 ton) oraz w Zabrzu (ponad 33 tony).
Miliony złotych z publicznych pieniędzy
Nielegalne składowiska to nie tylko problem środowiskowy, ale także finansowy. Koszty ich usuwania ponoszą gminy i nadleśnictwa, czyli de facto podatnicy. Według danych PSRO w całym kraju wydano na ten cel około 20 mln zł. Co istotne, wiele jednostek nie prowadzi szczegółowej ewidencji kosztów, co oznacza, że rzeczywista skala wydatków może być jeszcze wyższa.
Luka systemowa i niewykorzystany potencjał
Jak wskazują eksperci branży, problem ma swoje źródło w przepisach, które od lat nie nadążają za realiami rynku.
– Przez 18 lat poziomy odzysku i recyklingu opon nie były aktualizowane, choć liczba opon wprowadzanych na rynek systematycznie rosła. W efekcie powstała luka systemowa – część ogumienia po prostu znika z systemu – podkreśla Andrzej Kubik, prezes PSRO.
Obecnie obowiązujące przepisy wymagają 75 proc. odzysku i jedynie 15 proc. recyklingu materiałowego. To jedne z najniższych poziomów w Unii Europejskiej. Jednocześnie Polska odpowiada za około 60 proc. masy niezagospodarowanych opon w UE.
Problem pogłębia także niejednoznaczna klasyfikacja prawna zużytych opon, co utrudnia ich odbiór przez system komunalny.
Surowiec, który trafia do lasu zamiast do gospodarki
Tymczasem zużyte opony to wartościowy surowiec. Mogą być przetwarzane na granulat wykorzystywany m.in. w nawierzchniach sportowych, drogownictwie czy produkcji asfaltów modyfikowanych.
Krajowe zakłady recyklingu zrzeszone w PSRO dysponują mocami przetwarzania sięgającymi ok. 400 tys. ton rocznie. To więcej, niż obecnie trafia do systemu.
ROP jako rozwiązanie?
Branża wskazuje, że kluczowym rozwiązaniem może być objęcie opon systemem Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP). Oznaczałoby to przeniesienie kosztów zbiórki i przetwarzania na producentów i importerów.
– Bez włączenia opon do ROP koszty sprzątania dzikich wysypisk nadal będą ponosić gminy i podatnicy. Kraje, które wdrożyły pełny system odpowiedzialności producenta, praktycznie wyeliminowały problem – zaznacza Andrzej Kubik.
PSRO postuluje podniesienie poziomu odzysku do 95 proc. i recyklingu do co najmniej 50 proc., a także uszczelnienie systemu ewidencji opon trafiających do Polski wraz z używanymi pojazdami.
Wiosenny sygnał ostrzegawczy
Początek sezonu wymiany opon to nie tylko moment wzmożonego ruchu w warsztatach, ale także sygnał ostrzegawczy dla systemu gospodarowania odpadami. Bez zmian regulacyjnych i większej odpowiedzialności producentów problem dzikich wysypisk będzie wracał co roku – razem z pierwszymi cieplejszymi dniami.

by

