7 z 10 największych morskich martwych stref na świecie znajduje się w bardzo młodym Morzu Bałtyckim. Choć skutki tego kryzysu środowiskowego obserwujemy latem na plażach w postaci zakwitów sinic i zamykanych kąpielisk, jego przyczyny często znajdują się setki kilometrów od wybrzeża.
Dlatego rusza kampania edukacyjna „Widzisz sinice?”. Jej celem jest pokazanie związku pomiędzy codziennymi działaniami podejmowanymi na lądzie a stanem jednego z najcenniejszych ekosystemów w Polsce.
– Kiedy słyszymy o sinicach, myślimy zwykle o zamkniętych kąpieliskach i nieudanych wakacjach. Tymczasem sinice są jedynie najbardziej widocznym objawem dużo poważniejszego problemu. Chcemy pokazać, że stan Bałtyku zależy od decyzji podejmowanych każdego dnia daleko od wybrzeża – od tego, jak gospodarujemy ściekami, jak prowadzimy działalność rolniczą czy jak dbamy o lokalne zasoby wodne. Jeśli chcemy chronić Bałtyk, musimy najpierw zrozumieć, skąd bierze się problem. To pozwoli nam skutecznie chronić morze dla przyszłych pokoleń – mówi Marcin Kotlarek, CEO Fundacji Race for the Baltic.
Problem, który zaczyna się daleko od morza
Choć skutki eutrofizacji obserwujemy nad Bałtykiem, jej źródła najczęściej znajdują się w głębi kraju. Eutrofizacja to proces nadmiernego użyźniania wód związkami azotu i fosforu. Trafiają one do rzek m.in. ze ścieków komunalnych, nieszczelnych szamb, przydomowych oczyszczalni ścieków czy niewłaściwie stosowanych i magazynowanych nawozów. Następnie wraz z wodą spływają do morza.
W efekcie dochodzi do gwałtownego rozwoju glonów i sinic. Zakwity ograniczają dostęp światła do podwodnych ekosystemów, a ich rozkład prowadzi do zużywania tlenu w wodzie. W rezultacie powstają tzw. martwe strefy – obszary, w których życie morskie nie jest w stanie funkcjonować.
Bałtyk to jedno z najbardziej eutroficznych mórz na świecie. Według danych wykorzystywanych przez Race for the Baltic niemal cały akwen zmaga się z tym problemem – aż 94 proc. powierzchni Morza Bałtyckiego jest dotknięte eutrofizacją, a obszary pozbawione tlenu zajmują powierzchnię odpowiadającą dwukrotności Danii.
Wyjątkowo wrażliwe morze
Bałtyk jest jednym z najbardziej charakterystycznych mórz na świecie. Do jego zlewni należy obszar zamieszkiwany przez niemal 90 milionów ludzi. Zasilany jest przez około 250 rzek, w tym tak duże jak Wisła, Odra czy Newa. Jednocześnie jest morzem półzamkniętym, bardzo płytkim, bowiem jego średnia głębokość wynosi około 52 m., a pełna wymiana wód z Morzem Północnym trwa nawet około 30 lat.
To sprawia, że każde zanieczyszczenie pozostaje w nim przez długi czas, a zdolność ekosystemu do samoczyszczenia jest ograniczona. Dlatego też działania podejmowane nawet setki kilometrów od wybrzeża mogą mieć realny wpływ na stan morza.
„Widzisz sinice?” – kampania, która łączy przyczynę ze skutkiem
Centralnym elementem kampanii jest pytanie „Widzisz sinice?”. To prosty komunikat, który zachęca do spojrzenia na problem szerzej i zrozumienia jego przyczyn.
W ramach kampanii mieszkańcy największych polskich miast oraz miejscowości nadmorskich zobaczą kreacje pokazujące związki między codziennymi działaniami człowieka a kondycją Bałtyku. Kampanii towarzyszyć będzie również serwis edukacyjny wyjaśniający mechanizmy eutrofizacji, jej skutki oraz sposoby ograniczania zanieczyszczeń trafiających do morza.
Ścieki – niewidoczne źródło problemu
Jednym z głównych źródeł eutrofizacji Morza Bałtyckiego są ścieki. Choć problem najczęściej pozostaje niewidoczny dla mieszkańców, to właśnie wraz z nimi do rzek i wód gruntowych trafiają związki fosforu i azotu, które następnie zasilają zakwity glonów i sinic.
Skalę wyzwania pokazuje najnowszy raport „Ścieki a Bałtyk i wody w Polsce”, przygotowany przez Fundację Race for the Baltic we współpracy z Agencją Wspierania Ochrony Środowiska. Według jego autorów około 10 milionów Polaków nie jest podłączonych do sieci kanalizacyjnej, a znaczna część ścieków z systemów indywidualnych trafia do środowiska bez odpowiedniej kontroli. Ścieki odpowiadają za około 35 proc. ładunku fosforu trafiającego do Morza Bałtyckiego z Polski. To czyni je – obok rolnictwa – jednym z najważniejszych źródeł eutrofizacji.
Projekt „Bałtyk zaczyna się na lądzie” zwraca uwagę nie tylko na skutki widoczne nad morzem. Również na działania podejmowane daleko od wybrzeża. Ograniczenie dopływu biogenów ze ścieków i rolnictwa może przynieść korzyści nie tylko dla Bałtyku. Także dla jakości rzek, jezior, wód gruntowych i bezpieczeństwa zdrowotnego mieszkańców.
Bałtyk można jeszcze uratować
Eksperci podkreślają, że mimo skali problemu sytuacja nie jest beznadziejna. W ciągu ostatnich dekad państwom regionu udało się znacząco ograniczyć dopływ fosforu do Morza Bałtyckiego. Aby ekosystem mógł rozpocząć proces samodzielnej regeneracji, konieczne jest jednak dalsze ograniczanie zanieczyszczeń pochodzących przede wszystkim z rolnictwa i gospodarki ściekowej.
– Bałtyk jest częścią naszej tożsamości. To miejsce wakacji milionów Polaków, ale także wyjątkowy ekosystem, który znalazł się dziś w krytycznym momencie. Dobra wiadomość jest taka, że znamy źródła problemu i wiemy, jak go rozwiązać. Potrzebujemy jednak większej świadomości społecznej i przekonania, że każdy z nas ma wpływ na stan morza – niezależnie od tego, czy mieszka nad samym Bałtykiem, czy kilkaset kilometrów od jego brzegu. Kampania „Widzisz sinice” ma pomóc ten związek zrozumieć – dodaje Marcin Kotlarek.


