System kaucyjny w Polsce. „Czas na zmiany minął – teraz trzeba wystartować”

Polka M Markiewicz

Do startu systemu kaucyjnego pozostały niecałe trzy miesiące. Operatorzy kończą testy, sklepy zamawiają sprzęt, a urzędnicy… milczą. – Czekamy na odpowiedzi z ministerstwa, które są absolutnie kluczowe – mówi Magdalena Markiewicz z Polka – Polska Kaucja. – Na szczęście polski handel nie czeka i działa.

System rusza za niespełna cztery miesiące. Jak oceniaszstan przygotowania rynku – handlu, operatorów i Ministerstwa Klimatu i Środowiska?

To zdecydowanie gorący czas dla wszystkich podmiotów zaangażowanych w tworzenie systemu kaucyjnego. Obecnie trwa wiele postępowań – sklepy wybierają operatorów, z którymi będą współpracować, finalizowane są zakupy maszyn do zbiórki automatycznej oraz systemów do zbiórki ręcznej. Jako Polka uczestniczymy w wielu z tych procesów.

Bardzo optymistyczne jest to, że do przygotowań aktywnie włączyły się polskie sieci handlowe – Społem, Arhelan, Chorten, ale także wiele sklepów z rynku tradycyjnego chętnie podpisuje umowy. Nikt nie chce zostać wykluczony z systemu. Z moich obserwacji wynika wręcz, że polski handel jest dziś lepiej przygotowany niż niektóre duże grupy międzynarodowe.

Jeśli chodzi o Ministerstwo Klimatu i Środowiska, jego główną rolą jest dziś interpretacja przepisów. Po ubiegłorocznej nowelizacji ustawy skierowaliśmy szereg zapytań – m.in. o rozliczenia pobranej kaucji, terminy jej przekazywania, kwestie darowizn, VAT-u, opłaty produktowej, czy definicji bezpośrednich i pośrednich wprowadzających. Niestety, nadal czekamy na odpowiedzi, a są to sprawy kluczowe z punktu widzenia funkcjonowania systemu. Weźmy choćby taką kwestię: czy sieć handlowa musi przekazać kaucję od razu po otrzymaniu towaru, czy może ją rozliczyć w terminie płatności faktury? Jeśli ten termin wynosi np. 60 dni, oznacza to, że producent musi przez dwa miesiące kredytować tę kaucję z własnych środków. To bardzo duże kwoty. Czekamy na stanowisko ministerstwa.

Jak wygląda gotowość samej Polki? Z tego, co wiem, byliście przygotowani na start już 1 stycznia 2025 r.?

Tak, zdecydowanie. Nasz system informatyczny jest gotowy i wdrożony – obecnie trwa jego walidacja w ramach pilotaży prowadzonych wspólnie z kilkoma sieciami handlowymi. Odbieramy opakowania, testujemy logistykę, sortowanie i dostarczanie surowca do recyklerów. Rejestrujemy wszystkie operacje i weryfikujemy raportowanie.

Aby usprawnić logistykę, podpisaliśmy umowy na prowadzenie punktów konsolidacyjnych – tzw. „pierwszej mili”. To miejsca, do których trafiają worki ze sklepów, zanim zostaną przetransportowane dalej, np. do sortowni. Chodzi o ograniczenie liczby przejazdów i zwiększenie efektywności. Mamy już umowy na kilkadziesiąt takich punktów na terenie całej Polski – system musi być przecież powszechny.

Szacujemy, że w całym kraju funkcjonować będzie ok. 40 tysięcy punktów zbiórki – wielokrotność liczby gmin w Polsce (obecnie 2479). Podpisaliśmy też listy intencyjne i umowy z recyklerami PET i aluminium, a także z podmiotami zajmującymi się utylizacją pozostałości ze zwrotomatów – bo choć czystość selekcji przekracza 90 proc., te kilka procent odpadów trzeba zagospodarować. Cały łańcuch logistyczny jest już w dużej mierze gotowy i od miesięcy testowany.

Polka to operator, o którym wiadomo najwięcej. Jakie są Wasze największe atuty i przewagi konkurencyjne?

Polka to inicjatywa producentów, dla producentów. Już sama nazwa – Polska Kaucja – zobowiązuje nas do szczególnego zaangażowania we współpracę z polskimi firmami – zarówno średnimi, jak i mniejszymi. W naszym akcjonariacie jest m.in. Muszynianka. Mamy także Piwniczanka –która posiadawszystkie trzy frakcje opakowań objęte systemem kaucyjnym.

Szczególnie ważne jest dla nas zagadnienie butelki szklanej zwrotnej – to największe wyzwanie w systemie. Naszym celem jest, po pierwsze, utrzymanie wysokiego poziomu zwrotów, a po drugie – jak najszybsze dostarczanie opakowań z powrotem do producentów. W nowym systemie zwroty będą możliwe w każdym punkcie sprzedaży, niezależnie od miejsca zakupu i bez konieczności okazania paragonu. To oznacza potencjalne „rozjeżdżanie się” butelek po całym kraju, więc nasza rola logistyczna staje się kluczowa.

Po trzecie – chcemy działać efektywnie kosztowo. Współpracujemy m.in. z InPostem, który od początku jest naszym partnerem strategicznym. Jego doświadczenie w optymalizacji logistyki i docieraniu do najmniejszych gmin w Polsce to dla nas duży atut.

Wspominasz o 40 tysiącach punktów – to raczej ostrożny szacunek, bo mówiło się też o 60 tysiącach. Jak będzie wyglądać proporcja między zbiórką ręczną a automatyczną? I jak radzicie sobie z liczeniem opakowań zbieranych ręcznie?

Na start budujemy własne linie liczące – powstaną w sześciu lokalizacjach w Polsce. To nasza odpowiedź na dużą skalę zbiórki ręcznej, która będzie dominować w pierwszej fazie działania systemu. Przez długą debatę prawną i przesunięcie startu z 1 stycznia na 1 października wiele sklepów wstrzymało się z inwestycjami w automaty. Do tego dochodzi ograniczona dostępność tych maszyn.

Zbiórka ręczna będzie zatem podstawowym modelem, szczególnie w handlu tradycyjnym. Z czasem rynek się nasyci automatami. Ale już teraz prowadzimy testy zbiórki ręcznej – udostępniamy worki, skanery z naszym systemem DRS, generujące raporty. Na ich podstawie rozliczamy się obecnie z sieciami, a docelowo także będziemy przekazywać im kaucje.

Polska specyfika to także wielość operatorów. Czy uważasz, że to szansa czy zagrożenie?

To ogromne wyzwanie. W przeciwieństwie do wielu krajów europejskich, gdzie systemy działają w warunkach monopolu, my funkcjonujemy w modelu konkurencyjnym. Musimy dbać o efektywność, innowacyjność i koszty. Jesteśmy podmiotem non-profit – koszty muszą się równoważyć z przychodami.

Wielooperatorowość wymusza na nas wzajemne rozliczenia – jeśli jeden operator zbiera opakowania producenta współpracującego z innym operatorem, musi nastąpić rozliczenie kaucji oraz tzw. clearing fee. Dochodzi też obowiązek wspólnego raportowania poziomów recyklingu. To wymaga intensywnej współpracy – zarówno informatycznej, jak i finansowej.

Zawarte zostało ogólne porozumienie między operatorami posiadającymi decyzje. Natomiast szczegóły finansowe – zgodnie z wytycznymi ministerstwa i UOKiK – muszą być uzgadniane bilateralnie. Rozmowy trwają.

Coraz więcej mówi się o nowelizacji ustawy – dotyczącej m.in. sklepów non-food, utrzymania obecnych systemów dla małych producentów napojów w szkle czy wyłączenia suplementów diety. Czy jest jeszcze miejsce na zmiany?

Z pewnością jest w przyszłości przestrzeń do usprawnień, ale teraz nie ma na to czasu. Przed nami wakacje, a potem już start systemu. W tej chwili powinniśmy skupić się na jego uruchomieniu, a nie na otwieraniu ustawy, organizowaniu konsultacji i debat.

Zgłaszają się do nas również sklepy non-food – mamy dla nich dedykowane, proste technicznie rozwiązania. Są też inicjatywy, by np. w galeriach handlowych tworzyć wspólne punkty zbiórki, zamiast stawiać zwrotomat w każdej drogerii z osobna. Współpracujemy już z sieciami, które sprzedają dużo napojów – tam również wstawiamy maszyny.

Kiedy system zacznie działać w pełnym zakresie?

To w dużej mierze zależy od polityki sieci handlowych. Jeśli dana sieć zdecyduje się przyjmować wyłącznie opakowania objęte kaucją od stycznia 2026, to producenci będą musieli się dostosować. Jeśli jednak wykorzysta cały okres przejściowy i zacznie dopiero od października 2026 – również muszą to uwzględnić producenci. Trwają w tej sprawie rozmowy między sieciami i wytwórcami napojów.

A w przyszłości – czy system powinien objąć kolejne frakcje opakowań?

Zdecydowanie tak. Najbardziej zależy mi na tym, by do systemu dołączyły jednorazowe butelki szklane. To frakcja, która bardzo często trafia do przestrzeni publicznej – a jej udział w systemie pomógłby nie tylko środowisku, ale także gminom, które dziś mają problem z osiąganiem poziomów recyklingu. Ale najpierw musimy wystartować. Na rozszerzenia przyjdzie jeszcze czas.