Samochody, autobusy, tramwaje, to wszystko składa się na tzw. hałas komunikacyjny, który dla milionów ludzi stał się codziennością. To coraz poważniejszym problemem, bo ruchliwa ulica to dźwięki o natężeniu 80–90 decybeli.
Zanieczyszczenie hałasem to dziś drugie, po zanieczyszczeniu powietrza, największe środowiskowe zagrożenie dla zdrowia człowieka. Dlatego 25 kwietnia, w Międzynarodowym Dniu Świadomości Zagrożenia Hałasem, eksperci zwracają uwagę, że hałas realnie szkodzi. Przebywanie w zgiełku powyżej 85 decybeli przez dłuższy czas może prowadzić do trwałego uszkodzenia słuchu, problemów z krążeniem, układem nerwowym, a nawet zaburzeń równowagi.
Tymczasem wykorzystywane dziś metody prognozowania hałasu, choć coraz dokładniejsze, wciąż mają swoje ograniczenia.
– Na odcinkach dróg najlepiej poznaliśmy zależności między hałasem a natężeniem ruchu, liczbą pojazdów ciężkich, typu autobusy, samochody z przyczepami, maszyny budowlane i prędkością pojazdów. Dzięki temu możemy precyzyjnie określić natężenie hałasu i projektować odpowiednie zabezpieczenia akustyczne. Problem w tym, że te metody nie uwzględniają zmian i warunków ruchu takich, jak np. korki czy nagłe przyspieszenia. To może prowadzić do błędów przy planowaniu ochrony przed hałasem – mówi dr inż. Marcin Dębiński z Katedry Dróg i Mostów Politechniki Lubelskiej.
Najnowsze badania pokazują, że skuteczne zarządzanie ruchem może znacząco obniżyć poziom hałasu. Nowoczesne systemy transportowe, które regulują prędkość i płynność jazdy, dają realne efekty. Takie rozwiązanie już wdrożono na alei Solidarności w Lublinie – tu dostosowanie prędkości pomogło zmniejszyć hałas.
Ale to nie wszystko. Czasem wystarczy wymiana nawierzchni, by w mieście zrobiło się ciszej.
– Są takie rodzaje asfaltu, które lepiej tłumią dźwięki. Przykładem są mieszanki BBTM. Zastosowano je m.in. na alejach Racławickich, właśnie po to, by było ciszej – dodaje dr Dębiński.



