Cel klimatyczny UE na 2040 rok – ambitne 90 proc. redukcji. Ale rośnie opór

2040, cel klimatyczny

Komisja Europejska ogłosiła nowelizację europejskiego prawa klimatycznego. Zgodnie z propozycją, Unia Europejska powinna ograniczyć emisje gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku w porównaniu do poziomu z 1990 roku. Dokument trafi teraz do Parlamentu Europejskiego i Rady UE, które zdecydują, czy nowy cel stanie się prawnie wiążący. Propozycja Komisji otwiera jednak gorącą debatę – nie tylko o ambicjach, ale także o kosztach i sposobach osiągnięcia tych założeń.

Tydzień przed ogłoszeniem propozycji Komisji, prezydent Francji Emmanuel Macron niespodziewanie wezwał unijnych przywódców do wstrzymania się z decyzją. Jego zdaniem ustalenie celu na 2040 rok nie powinno być „techniczną formalnością”, ale tematem demokratycznej debaty. Podkreślił, że rozmowa musi dotyczyć nie tylko poziomu redukcji, ale także ścieżki dojścia, narzędzi, technologii i mechanizmów finansowych. Macron zaproponował, by najpierw wyznaczyć cel na 2035 rok, a dopiero później – bez presji czasu – przyjąć ten na 2040.

Francuski apel padł w momencie szczególnym – Porozumienie paryskie obchodzi właśnie dziesięciolecie. W kontekście politycznych zwrotów w USA i narastającej polaryzacji w Europie, wiele środowisk odebrało tę wypowiedź jako sygnał do rewizji ambitnych celów klimatycznych. Zwolennicy silnej polityki klimatycznej alarmują: to niebezpieczne osłabienie pozycji UE jako lidera zielonej transformacji.

Presja czasu – Unia musi działać przed COP30

Unia Europejska zobowiązała się do przedstawienia zaktualizowanego celu redukcji emisji na 2035 rok do września 2025. Taki obowiązek wynika z Porozumienia paryskiego i dotyczy tzw. Nationally Determined Contributions (NDCs), które każde państwo musi aktualizować co 5 lat. Bez celu na 2040 rok Komisja musiałaby wyznaczyć redukcję na 2035 w sposób liniowy – między celem na 2030 (55 proc.) a neutralnością klimatyczną w 2050. To oznaczałoby cel na poziomie około 66 proc. Komisja proponuje jednak bardziej ambitny wariant – 72,5 proc. – jako „połowę drogi” między 2030 a 2040.

Brak decyzji oznaczałby też, że UE nie zdąży złożyć swojej deklaracji na czas, by Sekretariat UNFCCC uwzględnił ją w raporcie NDC Synthesis Report przed konferencją klimatyczną COP30, która odbędzie się w listopadzie 2025 r. w brazylijskim Belém.

Podziały między państwami członkowskimi

Debata o nowym celu klimatycznym pogłębia istniejące podziały w Unii. Niemcy, Hiszpania, Dania i Finlandia otwarcie wspierają Komisję Europejską i rekomendacje naukowców. Z kolei Francja, Polska i Włochy obawiają się skutków społeczno-gospodarczych. Każde z państw ocenia tempo transformacji przez pryzmat własnych potrzeb, wyzwań i polityki wewnętrznej.

Nowa propozycja KE bazuje na stanowisku Zespołu Naukowego ds. Zmian Klimatu UE, który zalecał redukcję o 90–95 proc. do 2040 roku. Taki poziom jest – zdaniem ekspertów – zgodny z trajektorią prowadzącą do osiągnięcia neutralności klimatycznej w połowie wieku.

Kredyty węglowe elementem kompromisu?

W propozycji Komisji znalazł się zapis umożliwiający częściową realizację celu poprzez tzw. międzynarodowe kredyty węglowe. To rozwiązanie wcześniej promowała Polska. Dzięki niemu państwa członkowskie mogłyby zrekompensować część emisji przez inwestycje w redukcję CO₂ w krajach Globalnego Południa.

– Komisja zdecydowała się skoczyć na głęboką wodę, bo u steru jest teraz Dania, która podziela jej ambicje klimatyczne – mówi Katarzyna Snyder, policy fellow w Instytucie Zielonej Gospodarki. – Trudność polega na tym, że propozycja nie wskazuje, jak państwa mają zrealizować ten ambitny cel. To zapowiada długie i trudne negocjacje.

Zdaniem Snyder włączenie kredytów międzynarodowych może złagodzić napięcia, ale rodzi też ryzyka.

– Międzynarodowe kredyty są znacznie tańsze od tych z europejskiego systemu ETS. Jeśli nie wprowadzimy jasnych regulacji, ucierpi cała architektura ETS. Komisja planuje opracowanie szczegółowych ram w tej sprawie do 2035 roku – wyjaśnia ekspertka.

Szansa dla europejskiego clean-techu

Marcin Korolec, prezes Instytutu Zielonej Gospodarki, dostrzega w kredytach również potencjał rozwojowy.

– Jeżeli dobrze sformułujemy europejskie ramy prawne, otwarcie na kredyty międzynarodowe może być znakomitym instrumentem wsparcia dla przemysłu clean-tech. Przykład? Eksport elektrycznych autobusów produkowanych w UE do krajów afrykańskich – zauważa Marcin Korolec, prezes Instytutu Zielonej Gospodarki.

Transformacja bez planu to większe ryzyko

W opublikowanym niedawno raporcie „Transformacja we mgle. Polska 2040” eksperci Instytutu Zielonej Gospodarki wskazują, że długofalowe cele klimatyczne – nawet jeśli kontrowersyjne – są konieczne. Zapewniają przewidywalność i stabilność regulacyjną, których potrzebuje biznes i samorządy. Brak kierunku to wyższe koszty, mniej inwestycji i więcej niepewności.

– Możemy dyskutować o ścieżce dojścia do celów czy ich wykonalności, ale nie wolno przez to rozumieć zatrzymania lub spowolnienia transformacji – zaznacza Marcin Korolec. – Czas najwyższy na poważną debatę, jak zrealizować te cele – zarówno w Polsce, jak i w Unii Europejskiej. Bo bez dekarbonizacji nie będzie w Polsce nowoczesnych, konkurencyjnych firm, a ceny energii nie spadną.

Korolec ostrzega również przed „dryfem bez planu”.

– Nowa konkurencyjność wynika z transformacji technologicznej, a nie z przywiązania do paliw kopalnych. Ich import z państw autorytarnych obciąża gospodarkę i bezpieczeństwo. Zatrzymanie transformacji byłoby błędem. Musimy budować nowe silniki wzrostu dla europejskiej – i polskiej – gospodarki. Tylko to zapewni przetrwanie europejskiego modelu społecznego – podsumowuje.