Ceny energii spadają, ale rachunki nie — i to się szybko nie zmieni

Rosnące opłaty dystrybucyjne, spadające ceny energii na rynkach i zbliżające się wdrożenie ETS2 — te trzy czynniki będą kształtować nasze rachunki za prąd w najbliższych latach. Jak podkreśla Leszek Kąsek, ekonomista ING Banku Śląskiego, choć sama energia tanieje, polskie gospodarstwa domowe nadal płacą jedne z najwyższych rachunków w UE, a w 2026 roku nie powinniśmy liczyć na realne obniżki. Europejski przemysł także traci konkurencyjność, płacąc za energię więcej niż firmy w USA czy Chinach.

Jak ak będzie kształtowała się cena energii? Czy mamy najdroższą energię, czy nasze ceny są na poziomie europejskim? Jakie są przewidywania?

Jeśli chodzi o cenę energii, mamy różne podejścia, bo różne segmenty rynku i różni użytkownicy płacą inne stawki za energię elektryczną — rozumiem, że o tę energię nam chodzi. Gospodarstwa domowe w Polsce płacą stosunkowo dużo na tle krajów Unii Europejskiej. Jeśli weźmiemy pod uwagę parytet siły nabywczej, to ten rachunek wychodzi jeszcze wyższy.


Nominalnie jesteśmy gdzieś w połowie stawki UE. W ostatnim czasie mamy jednak tendencję spadkową, jeśli chodzi o cenę energii, wynikającą z trendów globalnych — szczególnie na rynkach gazu, węgla i ropy naftowej. Od ponad dwóch lat widzimy coraz niższe ceny, co przekłada się na tzw. czystą cenę energii.


To, co mnie interesuje w przypadku gospodarstw domowych, to nie tylko cena samej energii, lecz także opłaty za jej dostarczenie do naszych domów. Wiemy, że tych opłat jest sporo: opłata mocowa, OZE, opłata generacyjna, a od nowego roku dochodzi opłata bilansująca. W panelu widzieliśmy slajdy pokazujące, że udział tych opłat może być w przyszłym roku nawet trochę wyższy niż sama cena energii.


Z jednej strony więc mamy spadek cen wytwarzania energii wynikający z trendów globalnych, a z drugiej — rosnący udział opłat dystrybucyjnych. W efekcie nasz rachunek w najlepszym przypadku, według naszych prognoz, się nie zmieni. W przyszłym roku będziemy płacić mniej więcej tyle samo, co w tym roku.

Jako klienci indywidualni czy biznes?

Jako klienci indywidualni. W przypadku biznesu w Polsce mamy specyficzną sytuację — stosunkowo wysokie ceny dotyczą przemysłów energochłonnych. W Europie wraz ze skalą zużycia jednostkowe ceny energii istotnie spadają. Jeśli ktoś zużywa bardzo dużo energii, płaci mniej za jednostkę. W Polsce ta krzywa jest dosyć gładka.
Widzimy wpływ trendów globalnych, więc ceny nie powinny być wyższe niż w tym roku. Ale to małe pocieszenie, bo dla biznesu kluczowe jest nie to, ile płacą względem gospodarstw domowych, ale ile płacą na tle firm z USA, Azji — szczególnie z Chin. A ceny energii to element, który wpływa na konkurencyjność przemysłu. Niestety europejski biznes wypada tu słabo — płaci po prostu dużo.

Jeszcze czeka nas wdrożenie ETS2…

Tak, to będzie dodatkowy koszt dla gospodarstw domowych. Przypomnę — w ETS1, czyli obecnym systemie handlu emisjami, od lat uczestniczy energetyka i duże instalacje przemysłowe. W ciągu kilku lat, najprawdopodobniej od 2028 roku, ten system obejmie też paliwa zużywane w transporcie i budynkach oraz małe instalacje przemysłowe.
To obciążenie w budynkach — czyli ogrzewanie domów węglem i gazem — plus spalanie paliw w samochodach, sprawi, że będziemy więcej płacić za nośniki energii od 2028 roku. Polska jest tu wyjątkowym krajem — gospodarstwa domowe zużywają u nas około 80 proc. węgla zużywanego w całej Unii. To pokazuje, że strukturalnie bardzo różnimy się od reszty UE, dlatego ETS2 obciąży nas bardziej niż inne kraje.